WYZWANIE „MOJE 61 DNI” – PÓŁMETEK ZA MNĄ

DSC_0365

Osoby, które są ze mną dłużej i bacznie śledzą, na pewno kojarzą wyzwanie „61 dni”. Rzuciłam je sama sobie dokładnie 1-go maja, tak więc dokładnie 3 dni temu minęła połowa. Poniżej widzicie cały tekst, który w tamtym czasie zamieściłam na Facebooku. Po prostu wstałam rano i poczułam, że mogę dać z siebie jeszcze więcej ! To już nawet nie chodziło o diametralną zmianę sylwetki, ale o udowodnienie samej sobie (i Wam też), że da się. Można nie jeść słodyczy, można nie podjadać, można robić treningi na 100%, a później być z siebie zadowolonym.

a

Link do Facebooka

Z ręką na sercu muszę Wam powiedzieć, że wcześniej najdłuższy okres, jaki wytrzymałam jedząc w 100% czysto to dwa tygodnie z małym hakiem. Później musiałam zjeść coś słodkiego, niezdrowego i kompletnie nie zwracałam uwagi, co to jest. I uwierzcie, że nie kończyło się na kawałku pizzy czy kilku kostkach czekolady. Tłumaczyłam to sobie, jako „cheat, który mi się należy”. A tak na prawdę, była to tylko głupia wymówka, która miała uciszyć moje wyrzuty sumienia. Po miesiącu, kiedy robiłam pomiary, chodziłam i narzekałam, że nie ma żadnych efektów, a przecież robiłam wszystko, jak należy. Dopiero teraz zrozumiałam, że oszukiwałam sama siebie, a to wyzwanie tylko mi w tym pomogło.

Przez ten miesiąc osiągnęłam ogromny sukces. Swój prywatny. Nie chodzi o niższą cyfrę na wadze, o węższy obwód talii, nawet nie o wizualną poprawę sylwetki. Oczywiście, takie zmiany też nastąpiły i to mnie bardzo cieszy, ale nie jest to tak istotne. Najważniejszą zmianą, która nastąpiła jest ta w mojej głowie. Kompletnie zmieniło się moje myślenie. Nie chcę już zrobić tej wymarzonej sylwetki na lato, a NA LATA. Zrozumiałam, że szybkie zmiany „na już”, bo idą wakacje są kompletną głupotą. Nie szykuję się do zawodów, nie planuję ważnej sesji zdjęciowej, na której muszę wyglądać ekstra… Cały czas dążę do zmian, ale tylko dla siebie i nie zależy mi czy nastąpi to w ciągu miesiąca, czy czterech. Mam cel, który sobie wyznaczyłam i zrobię wszystko, żeby go osiągnąć, ale nie będę się nigdzie spieszyła i ścigała z innymi, bo nie muszę. Pokochałam siłownię, treningi, moje pudełka i to wszystko sprawia mi tak ogromną radość, że przestałam odliczać „do kolejnego cheata” , a efekty nadejdą, prędzej czy później.

DSC_0323

top – H&M

legginsy – Another LIFE

buty – Adidas

DSC_0334

Jeszcze jednym aspektem, który niesamowicie mnie cieszy, który udało mi się osiągnąć w ciągu tych kilku tygodni jest pozbycie się potrzeby podjadania słodyczy. To było zawsze moją największą zmorą, która utrudniała mi utrzymanie diety. Na początku wyzwania strasznie ze sobą walczyłam. Wielokrotnie przechodziła mi przez głowę myśl, że jeśli raz zjem to nic się nie stanie. Ale wiedziałam, że nie mogę, obiecałam to sobie i Wam. Podjęłam walkę i wygrałam. Na stole mogą teraz leżeć ciastka, w szafce chałwa, a w zamrażalce ulubione lody. A ja i tak idę zrobić omleta albo kurczaka z ryżem. Zniknęła gdzieś ta myśl „jeden raz niczego nie zmieni”. A może po prostu chęć osiągnięcia sukcesu stała się tak duża ? Czuję, że nareszcie doszłam do tego etapu, że kiedy będę miała ochotę na coś „zakazanego” to na tej jednej rzeczy się skończy. Nie popłynę, jak dawniej. Ta wewnętrzna siła i wiara w swoje możliwości jest chyba dla mnie teraz największą nagrodą i motywacją do dalszego działania.

Przyzwyczajenie wytwarza się po 3 tygodniach. Dokładnie tyle czasu potrzebuje twój mózg, aby przekształcić jeden nawyk w drugi.

Szczerze mówiąc, wcześniej w to nie wierzyłam. Tak, jak wspominałam, nie udało mi się nigdy wytrzymać dłużej niż dwa tygodnie, więc ta ochota na „zakazane” cały czas siedziała z tyłu głowy. Po 4 tygodniach gdzieś zniknęła. Na własnym przykładzie udowodniłam, że jest to możliwe. Wystarczy odrobina (no dobra, nie taka odrobina) silnej woli i samozaparcia. Można nie jeść słodyczy, można nie pić alkoholu, można dać z siebie wszystko na treningu. To wszystko zależy od Ciebie. Pokonaj tę barierę komfortu i zawalcz o swoje.

Kolejny miesiąc wyzwania przede mną. Ja już wiem, że dam radę i trzymam kciuki za Ciebie, bo nigdy nie jest za późno na zmiany !

About The Author: Roksana

Studentka dietetyki, z zamiłowaniem do blogowania, fotografii i mody. Uwielbia podróże. Kiedyś poleci do NY i przebiegnie wzdłuż rzeki Hudson - jedno z wielu marzeń. Wszystko co robi, robi na 200%, wkładając w to całe serducho. Mam nadzieję, że to zauważycie :)

Comments

five × 4 =

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

one + seventeen =