KU PRZESTRODZE… BŁĘDY, KTÓRE KIEDYŚ POPEŁNIŁAM | DIETA

foodiesfeed.com_journaling-with-cake-and-coffee1

Pamiętacie mój wpis o błędach, które popełniłam rozpoczynając kiedyś przygodę z treningami ? Pomyślałam, że fajnie byłoby Wam też opowiedzieć o błędach, ale tym razem w kwestii diety. Nie po to żeby się chwalić, bo tutaj akurat nie ma czym… Ale chciałabym, żebyście na moim przykładzie zobaczyli te głupoty, które popełniłam i zrobili to lepiej. Teraz, jak to czytam, zastanawiam się „jak mogłam ?!”, ale czasu nie cofnę, a przynajmniej jestem mądrzejsza o te kilka punktów.

Nie jadłam śniadania.

W dzisiejszych czasach pojawia się coraz więcej zwolenników tzw. diety IF, która wyznacza okno żywieniowe, np. 6 godzin w ciągu dnia i tylko wtedy jemy wszystkie posiłki. Nigdy nie potrafiłam tego zrozumieć i chyba nigdy się do tego nie przekonam, ale śniadań dawniej unikałam i to była kompletna głupota. Wychodząc do szkoły wrzucałam do buzi garść płatków kukurydzianych i popijałam kilkoma łykami mleka prosto z kartonu, oczywiście wszystko w biegu – oto moje cudowne odżywianie ! 🙂 Po drodze wstępowałam do sklepu po drożdżówkę albo białą bułkę z serem, a po powrocie do domu wszystko nadrabiałam i jadłam, jak szalona. Teraz wiem, że na pewno nie było to mądre. Może nawet nie ze względu na to, że nie jadłam rano, ale najgorsze jest to, że później wszystko nadrabiałam i wciągałam, jak odkurzacz.

Nie będę po raz kolejny powtarzała śpiewki, że „śniadanie to najważniejszy posiłek dnia”. Mnie też już to wychodzi bokiem, a po drugie nie do końca zgadzam się z tym, że to najważniejszy posiłek. Jednak, jakby nie było, wypadałoby coś przegryźć i na pewno nie są to płatki kukurydziane z mlekiem. Gdzie tu jakieś wartości ?! Teraz pewnie zrobiłabym omleta albo kanapkę i zjadła w drodze do szkoły.

foodiesfeed.com_beef-steak-with-green-dalad-on-table

foodiesfeed.com_beef-steak-with-green-dalad-closeup

Jadłam bardzo mało białka.

Przechodziłam już różne etapy w życiu – od chudzinki w przedszkolu, przed kulkę i śmieciarkę w szkole podstawowej, aż do etapu (mniej lub bardziej) zdrowego odżywiania, które rozpoczęło się w liceum. Jednak, zawsze wydawało mi się, że jem dość różnorodnie i dostarczam wszystkiego, co trzeba – poza tą toną słodyczy i chipsów bekonowych, które uwielbiałam. Jednak teraz, kiedy to wszystko analizuję, widzę, że dominowały węglowodany i tłuszcze (niekoniecznie te zdrowe), a białka było, jak na lekarstwo. Nie jadłam jaj, bo uległam tej modzie o wysokim cholesterolu, ryby maksymalnie raz w tygodniu, a z mięsa całkiem zrezygnowałam – oczywiście tylko na jakiś czas. No i z czego tu białko ?

Nie jestem zwolenniczką diety typowo tłuszczowej, ketogenicznej czy z mocnym ograniczeniem węglowodanów. Uważam, że w diecie zdrowej osoby każdy z tych elementów powinien mieć swoje miejsce. Węglowodany wspomagają pracę mózgu i niektórych hormonów, tłuszcze regulują głównie gospodarkę hormonalną, ale „bez białka nie ma życia” i w zupełności się z tym zgadzam. Budują mięśnie i wszystkie komórki naszego ciała, ale też mają najwyższy próg TEF (termiczny efekt pożywienia) i porządnie sycą.

foodiesfeed.com_vegetables-in-fridge (1)

foodiesfeed.com_holding-fresh-radishes-in-hand

Jadłam dużo warzyw – chociaż tyle dobrego !

Problem w tym, że często normalne posiłki zamieniałam na warzywa. Do szkoły brałam słupki marchewki, na obiad jadłam sałatkę z niewielkim dodatkiem czegoś, a na kolację… O tym napiszę za chwilę ! Wszyscy naokoło trąbili, że muszę jeść warzywa i owoce, bo są zdrowe, no to jadłam. Byłam przekonana, że jest hiper zdrowo, a w rzeczywistości energia, jaką dostarczałam spadała do minimum.

Dla porównania, teraz nadal jem bardzo dużo warzyw, o czym pewnie doskonale wiecie, ale nawet nie zwracam na nie uwagi i kompletnie nie biorę pod uwagę przy ustalaniu diety. Jem te, na które mam ochotę, w ilościach takich, jakie chcę (oczywyiście w granicach rozsądku) i nie patrzę na to, ile mają kalorii. Powiem więcej – jeśli jestem głodna w ciągu dnia, podjadam właśnie warzywa. Dawniej to one były podstawą mojej diety.

A propo tej kolacji…

Był taki czas, kiedy ustaliłam sobie, że kolację jem najpóźniej o 19. Jeśli nie będę wtedy głodna to nie jem jej w ogóle. Tak, wiem, kompletna głupota… Ale wtedy byłam święcie przekonana, że to od wieczornego jedzenia będę gruba, jak świnka, więc wolałam nie ryzykować. Jak się domyślacie, zazwyczaj nie byłam głodna, więc ostatni posiłek jadłam koło 17, a kolejnym było już śniadanie. To znaczy, ten posiłek, który występował w ramach śniadania (patrz wyżej). Po pewnym czasie doszłam do wniosku, że to jednak trochę bez sensu i wypadałoby coś zjeść nawet wieczorem – jadłam jabłko. Gdzie ja wtedy posiałam logiczne myślenie ? 🙂

foodiesfeed.com_cupcakes-and-donuts-from-above

foodiesfeed.com_sugary-donuts

Teraz pewnie sobie myślicie, że tak właściwie to ja nic nie jadłam.

Śniadania nie, kolacji nie, produktów mięsnych też nie. A to nie do końca tak było… Jadłam dużo, czasem nawet o wiele za dużo, ale nie miało to nic wspólnego z pełnowartościowymi produktami. Na pierwszym miejscu zawsze były słodycze, później drożdżówki i inne bułeczki, a na końcu słone przekąski. No cóż… Wydawało mi się, że jem niewiele i do tego zdrowo (chyba przez te warzywa), a przy okazji waga wzrastała, wygląd sylwetki i zdrowie się pogarszało. Na szczęście ocknęłam się w porę, bo nie wiem co by ze mną było po kilku latach takiego trybu.

Każdy popełnia błędy, szczególnie na początku. Teraz pojawia się mnóstwo mądrych artykułów i badań, które ułatwiają całą sprawę, ale dawniej nie było do nich dostępu. Mówiono tylko „nie jedz jajek, cukru i ziemniaków, bo będziesz gruba”, więc tego trzeba było się trzymać. Teraz, z perspektywy czasu wiem, jakie głupoty robiłam i na pewno nie mogę powiedzieć, że wyszło mi to na dobre. Powrót na właściwe tory i nadrobienie tego wszystkiego nie jest łatwe, ale jest możliwe. Zaburzony metabolizm i „obrona” organizmu przed głodówką utrudniają sprawę, dlatego wszystkie efekty pojawiają się tak powoli, ale dam radę ! I mam nadzieję, że wy podchodzicie bardziej rozsądnie do swojego żywienia, a jeśli nie… To szybko to zmienicie ! 

About The Author: Roksana

Studentka dietetyki, z zamiłowaniem do blogowania, fotografii i mody. Uwielbia podróże. Kiedyś poleci do NY i przebiegnie wzdłuż rzeki Hudson - jedno z wielu marzeń. Wszystko co robi, robi na 200%, wkładając w to całe serducho. Mam nadzieję, że to zauważycie :)

Comments

1 × four =

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

16 − sixteen =