KREW, POT I ŁZY… CZYLI MASAKRATOR RUN !

No dobra, łez nie było… Ale krew, pot i mnóstwo siniaków już tak.

***

Napisałam ten wpis w dniu biegu i szczerze mówiąc, miałam go nie publikować. Wrzuciłam zdjęcie na Instagrama, pojawiła się też mała notka na Facebooku. Ale później doszłam do wniosku, że dla mnie to była na prawdę świetna przygoda ! Za jakiś czas będę mogła zajrzeć na bloga, znów sobie o tym przypomnieć i zobaczyć kilka zdjęć. A może przy okazji kogoś z Was zachęcę do udziału w takim biegu ? 🙂

***

Lubię wyzwania i pokonywanie własnych słabości ! Kiedyś tak było z bieganiem, później z siłownią, ale w końcu poczułam, że na siłowni czuje się bardzo komfortowo, a ja potrzebuję nowych bodźców. Adrenalina zawsze napędza mnie do działania ! Jak tylko zobaczyłam wiadomość od koleżanki z wydarzeniem i pytaniem „startujemy?” nie wahałam się ani chwili. Od zeszłego roku myślałam już o starcie w takim biegu, ale nikt nie miał ochoty. A wiecie, jak jest samemu – trochę dziko… Nadszedł ten dzień, a od rana czułam już tylko ekscytację i lekkie poddenerwowanie. Niby to nic takiego, niby poszłyśmy tam dla zabawy, ale jednak mała rywalizacja uruchomiła mi się już na starcie.

Pierwsza przeszkoda – lajcik. Druga przeszkoda – tutaj pojawił się już mały problem… Później, przez kolejne 28 przeszkód były wzloty i upadki. Do końca życia chyba nie zapomnę tych 20 burpees (czy już wspominałam, jak bardzo nienawidzę tego ćwiczenia ?!), które musiałam robić chwilę przed metą. W myślach wyzywałam, przeklinałam i po raz setny zadawałam sobie pytanie, co ja tam właściwie robię ?! Pionowa ściana nas pokonała ! Ale dotarłam na metę w jednym kawałku ! Z białej bluzki zrobiła się czarna, spodnie trafiły od razu do kosza, a w butach pluskało mi błoto. Ale co tam – uczucie „po” wynagradza wszystko, serio !

Po raz kolejny udowodniłam sobie (mam nadzieję, że Wam trochę też), że nie ma czegoś takiego, jak „nie da się”. Kilka razy podczas tych 8km miałam myśl, że nie dam rady. Kolejnej przeszkody nie pokonam, a jak ZNOWU kazali nam się zanurzyć w lodowatej wodzie to słyszałam gdzieś z tyłu głowy – nie rób tego, odpuść, zrób burpees. Ale nie ! Nie po to poszłam, żeby teraz odpuszczać. To tylko psychika płata mi figle, a ciało jest jeszcze bardzo silne. Ta chęć odpuszczenia siedzi w głowie i pojawia się zawsze w trudnych warunków. Ale to nie oznacza, że nie można go pokonać. Dałam radę !

Źródło zdjęć

Od razu przypomniał mi się trening z Reebok, którego głównym hasłem było – wyjdź ze swojej strefy komfortu. A ja właściwie, zmierzam tylko do jednego… Czasem warto odpuścić jakiś trening, na którym czujemy się komfortowo i sprawdzić swoje możliwości w innych warunkach. To zupełnie inny wysiłek, a do tego adrenalina i trochę stresu. Emocje już opadły… Ja teraz tylko przeglądam zdjęcia i setki siniaków w lustrze. I wiecie co ? Mam ochotę na więcej !

PS. Zbijam pionę ze wszystkimi, którzy startują w takich biegach ! A jeśli macie wątpliwości to właśnie powinniście się z nimi uporać. Ja już czekam na kolejny start – mam nadzieję, że niedługo będzie ku temu okazja !

About The Author: Roksana

Studentka dietetyki, z zamiłowaniem do blogowania, fotografii i mody. Uwielbia podróże. Kiedyś poleci do NY i przebiegnie wzdłuż rzeki Hudson - jedno z wielu marzeń. Wszystko co robi, robi na 200%, wkładając w to całe serducho. Mam nadzieję, że to zauważycie :)

Comments

11 − five =

  • Reply Ewka

    Wow, ekstra ! Fajnie ze nie ograniczasz sie tylko do siłowni i probujesz róznych rzeczy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 × four =